Hej ; ) Nie zamierzam się tłumaczyć z tak długiej nieobecności na tym blogu, bo to chyba nie ma sensu... Chciałam gdzieś wstawić krótką notkę, którą napisałam pod chwilowym przypływem weny. Niestety, nie miałam warunków do dłuższego pisania, a miałam straszną ochotę. Teraz nie umiem swoich myśli ubrać w słowa, więc ..wstawiam to krótkie coś ; )
PS: to nie jest kompletnie związane z opowiadaniem, które tu kiedyś wstawiałam ;3
Niewielka jest strata tych, którzy polegli. To ci, którzy przeżyli cierpieli prawdziwie, bardziej dotkliwie. Lęk wionął swym trującym oddechem każdego... czeluście mroku były jedyną ostoją, jedynym azylem, a i tak dusze rozrywała żałość i smutek.
Ci najbliżsi. Ci najukochańszy.
Słowa uderzały prosto w czuły punkt. Od teraz czeka nas tylko samotność i ból.
Katusze... Przeżywam katusze! Ale czy na pewno przeżywam? Czyż ten ból pozwoli przeżyć?
Lecz co to za życie w samotni. Nie mogłam dopuścić do siebie myśli, że to wszystko to prawda. Wystarczyłoby jednak tylko otworzyć oczy. Rozejrzeć się. Wokół ciała, bezwładne, jeszcze ciepłe od krwi, która tętniła w nich do dzisiaj.
Dzisiaj. Jutro. Pojutrze. Popojutrze?
Ale po co ?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz