- Co ty robisz? Wiecznie trzaskacie tymi drzwiami, chcesz je popsuć?? - Jej mina wyraźnie wskazywała na to, że ma ochotę narzekać na mnie przynajmniej z pół godziny, więc mimo bolącego z głodu żołądka poszłam na górę do swojego pokoju.
Czarne ściany napawały mnie obrzydzeniem. Zwykle koiły ból i zmęczenie, a teraz... Wszystko mnie denerwowało. Obrzuciłam groźnym spojrzeniem swoje czerwono-czarne łóżko, zadbany czerwony dywan i moje plakaty z thrash metalowymi zespołami. Rzuciłam się ze wściekłością na łóżko, specjalnie hałasując. Chciałam wkurzyć mamę, chciałam, żeby przyszła i mną wstrząsnęła. Potrzebuję chłodnego myślenia, a tymczasem emocje brały górę. Byłam kłębkiem nerwów. Waliłam w poduszkę, próbując wyładować swoją wściekłość. Nikomu chyba na mnie nie zależy! Nikogo nie interesuje to, że sobie nie radzę. Tyle jest ludzi, chcących się czymś wyróżniać, chcących być innymi... Więc czemu ja? Tak bardzo pragnę świętego spokoju! Zwyczajnie nie chcę być Dekretką z tymi głupimi zasadami, z tymi zakazami i nakazami. Bez wolności, wiecznie kontrolowana. Czy tak będzie zawsze? Nawet nie mogłam dopuścić takiej alternatywy. Dopóki jednak nie znajdę swego podopiecznego, moje życie nie ulegnie zbyt wielkim zmianom. A najlepsze jest to, że nie wiem już sama czy tych zmian oczekuję! Nic już nie wiem...
Łzy kręciły mi się w oczach, a perspektywa pójścia do szkoły raniła mnie jeszcze bardziej. Z przerażeniem patrzyłam w przyszłość. Czekała mnie przecież poważna rozmowa z Nathanem. Nie bardzo rozumiem, co on chce ode mnie usłyszeć. Nie mogę mu powiedzieć prawdy. Nie mogę też związać się ze zwykłym człowiekiem. Czy będę jednak potrafiła go okłamać? Spojrzeć prosto w oczy i opowiedzieć mu bajkę, że jest mi obojętny? Mam poważne wątpliwości co do swoich umiejętności aktorskich.
Zegarek wskazywał 7:00, pora się zbierać. Perspektywa spotkania z Lucy trochę poprawiała mi humor. Ona zawsze wiedziała co robić gdy mam gorszy dzień. Źle mi tylko z tym, że nie mogę się jej zwierzyć. Chciałabym móc być z nią szczera... Czy za dużo wymagam?
Wstałam i chwiejnym krokiem podeszłam do lustra. Moja twarz przerażała. Pod oczami pojawiła się nieestetyczna opuchlizna. Zrezygnowana otworzyłam szufladę toaletki szukając jakiegoś kremu na to paskudztwo. Szukałam go jakieś 3 minuty, szperając w stosie różnorodnych balsamów i rzeczy do makijażu. Z uśmiechem przeglądałam dawno nie używane kosmetyki. Krem nawilżający, kolejny krem, pomadki we wszystkich kolorach... Na co to wszystko? I tak mnie nikt nie pokocha, nie dano mi szans na miłość. Uśmiech natychmiast przygasł, a urocze dołeczki zniknęły. W oczach ponownie stanęły mi łzy. Stop! Muszę się opanować... Ale jest mi tak źle, że najchętniej zostałabym dziś w domu. Zdecydowanym ruchem osuszyłam oczy i szybko mrugając, nakładałam grubą warstwą emulsji ze świetlikiem. Westchnęłam z ulgą. Miłe uczucie chłodu na skórze dodało mi sił. Muszę się zmierzyć z Nathanem, mimo, że ta rozmowa nie mogła być przyjemnością. Gdy go okłamię co do mych uczuć, nasze relacje ograniczą się pewnie do 'cześć' mówionego obojętnym tonem. Za dużo o tym myślę, nie mogę pozwolić na kolejny potok łez.
Wklepałam pozostałości kremu i założyłam soczewki. Z pośpiechu dziobnęłam się palcem w oko, które teraz niemiłosiernie szczypało. Cholera...
W tym momencie mama weszła do pokoju. Widząc mnie ze łzawiącymi oczami znowu zaczęła krzyczeć.
- Ty na prawdę myślisz, że ludzie nie mają większych problemów??? Ryczysz o byle co. Z ojcem staramy się zapewnić ci wszystko co najlepsze. Akceptujemy twoje... dziwne skłonności. Czy to ci nie wystarcza?? Myślisz tylko o sobie! Cały czas wysłuchuję, że jesteś nieszczęśliwa!!! Jesteś wiecznie pokrzywdzona, Rachel. Ja mam tego dość i jak tylko ojciec wróci z pracy to sobie porozmawiamy na temat twojego zachowania!!! - I nie dając mi szansy nawet wyjaśnić tej sytuacji wyszła z pokoju. Słyszałam jej tupanie na schodach, wskazujące na niezłą awanturę po szkole. Jęknęłam. Jeszcze to! Dzisiejszy dzień jest na prawdę pechowy.
Zamierzałam się umalować, ale nie miałam już czasu. Wrzuciłam na siebie prostą, biało-czarną sukienkę przed kolana. Zerknęłam pospiesznym wzrokiem w lustro i oceniając mój wygląd na plus, wybiegłam z pokoju chwytając torbę z książkami. Nie dość, że czeka mnie męka związana z Nathanem, to na dodatek dostanę dziś przynajmniej dwie złe oceny. I to z przedmiotów, które są takie ważne! Rodzice będą mieć kolejny pretekst do wrzasków...
Włożyłam czarne baleriny z kokardką i wyszłam z domu, wyjątkowo dbając o to, by nie trzasnąć drzwiami. Na przystanek pobiegłam, całkowicie rozwalając sobie robiony na szybko kucyk. Gdybym mieszkała, jak większość Dekretek w pałacu, nie chodziłabym do szkoły. Wszystko byłoby łatwiejsze, ale nie chcę zatracić mojej ludzkości. Tęsknię za prozą życia. Jednak ostatnie wydarzenia wyraźnie pokazały, że nie radzę sobie z podwójną osobowością.
Okazało się, że niepotrzebnie się tak spieszyłam, bo tramwaj spóźnił się pięć minut. Wsiadłam i ze zdziwieniem rozejrzałam się. Było mało ludzi i udało mi się po raz pierwszy zająć miejsce siedzące. Otworzyłam moją czerwoną torbę z zamiarem znalezienia słuchawek, ale okazało się, że zostawiłam je w pokoju, na szafce nocnej. Jak pech to pech, chyba zacznę wierzyć w fatum. Wpatrywałam się tępo w szybę, użalając się trochę nad sobą. Po chwili poczułam jednak, że jestem obserwowana. Ze strachem oderwałam wzrok i spojrzałam się dyskretnie w lewo. Przeczucie mnie nie myliło, jakaś elegancko ubrana kobieta siedziała z teczką kurczowo na brzegu siedzenia i patrzyła na mnie czujnym spojrzeniem. Byłam pewna, że się zmiesza, że ją przyłapałam, ale nieznajoma tylko uśmiechnęła się delikatnie. Obruszyłam się i zmierzyłam ją wzrokiem. Nie byłam w nastroju na jakieś uprzejmości, tym bardziej, że kompletnie jej nie znałam. Postanowiłam więc to wszystko zignorować i wróciłam do moich depresyjnych rozmyślań.
Dwadzieścia minut drogi do szkoły minęło w zaskakująco szybkim tempie. Wysiadłam z autobusu zgrabnym krokiem, obracając się na koniec i rzucając ostatnie pogardliwe spojrzenie na tę dziwną, obcą mi kobietę. Idąc chodnikiem próbowałam sobie wyobrazić coś przyjemnego, jednak już przy drzwiach wejściowych usłyszałam głos, którego tak bardzo usłyszeć nie chciałam.
- Rachel! Hej, co tam? - zbliżył się do mnie, próbując pocałować w policzek. Odsunęłam się delikatnie, udając, że poprawiam torbę, po czym zerknęłam nieśmiało w górę, w jego czarująco piwne oczy. Nogi mi zmiękły i czując rozpacz zamierzałam go bezczelnie spławić, ale przerwał mi dzwonek. Spojrzałam tylko wymownie na budynek szkoły, nie mogąc wykrztusić z siebie choćby słowa. Starając się nie patrzeć na niego, ruszyłam do środka, wbiegając do szatni. Rzuciłam torbę na ławkę i oparłam się o ścianę. Oddychałam głęboko, wyjmując telefon. Jestem już spóźniona, trzeba iść. Wzięłam się w garść i podniosłam torbę zamaszystym ruchem, nie przebierając nawet butów. Nie po to założyłam dziś balerinki, by zmienić je na stare trampki. Weszłam na górę do sali matematycznej. Spędziłam w niej dwie godziny, prawie śpiąc na ławce i podpierając dłońmi podbródek.
Na przerwie dopadła mnie Lucy, jak zwykle ze szczerym uśmiechem na twarzy. Nie chciałam psuć jej nastroju, więc przytuliłam ją mocno, chcąc ukryć swą twarz. Próbowałam przybrać mniej zbolałą minę i chyba mi się udało, bo aż do piątej lekcji nic się nie wydało. Wielkimi krokami zbliżała się jednak długa przerwa, idealna na dłuższą rozmowę... Po dzwonku wyraźnie pobladłam i wtedy dopiero wygadałam się Lucy, co mnie trapi.
- Trzymam kciuki, poradzisz sobie. Od zawsze uważałam, że on nie jest dla ciebie. - Ona myśli, że nie chcę z nim być, bo jest nie lojalny i flirtuje ze wszystkimi dziewczynami. Nie będę wyprowadzać jej z błędu, bo i tak nie mam jej nic ciekawszego do powiedzenia. Niech tak zostanie, tak jest wygodniej.
- Dzięki, to ja idę szukać Nathana - uśmiechnęłam się smutno i ruszyłam samotnie korytarzem.
***
Jak zwykle proszę o uwagi i opinie ;))
Świetne opowiadanie ! Jestem zafascynowana Twoimi umiejętnościami pisarskimi . Czekam na dalsze części tego cuda . ; )
OdpowiedzUsuń' Niecierpliwie czekałam na ten rozdział no i już wiem, że nie czekałam na marne.
OdpowiedzUsuńOczywiście wszystko świetne. Opowiadanie bardzo mi się podoba. Ciekawi mnie co to za babka się przyglądała Rachel. Szkoda, że rozdział taki krótki do tego przerwany w takim momencie. No, ale cóż napięcie musi być. Mam nadzieje, że kolejny rozdział będzie dużo dłuższy.
Pozdrawiam i życzę weny, Kate ;)
Zafascynowało mnie Twoje opowiadanie. Zazwyczaj czytam tylko te związane z piłkarzami, ale Twoje z pewnością będę śledzić. Proszę, informuj mnie o nowościach u mnie w zakładce spam :)
OdpowiedzUsuńInformuje, że twój blog został dodany tu: http://zareklamuj--sie.blogspot.com/2013/05/dekretka.html
OdpowiedzUsuńTak mi dziwnie. Czytam i nic nie wiem. Kolejni bohaterowie, wspomnienie o kolejnych wątkach, a ja nie wiem, o co chodzi. Ale weszłam i nie żałuję. Zdziwiłam się, kiedy napisałaś, że nigdy nie będziesz pisać tak dobrze jak ja. Piszesz bardzo dobrze, nie wiem, czego od siebie chcesz ;)
OdpowiedzUsuńJa się sobie nie podobam, to normalne.
Niedługo to nadrobię, dodaję się do listy czytelniczej.
Jestem ciekawa, co tu się wydarzy, co dla nas przygotowałaś.
ściskam i dziękuję za szczerą opinię.
Rozdział bardzo fajny i ciekawy. Z niecierpliwością czekam na kolejny.
OdpowiedzUsuńPs. Zapraszam do mnie http://myworldismovie.blogspot.com/
Przeczytałam dopiero dwa rozdziały bo nie mam za bardzo czasu, jednak czuję, że będzie to moje ulubione internetowe opowiadanie <3
OdpowiedzUsuńTen komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuńZ ciekawością zajrzałam na twój blog i pierwsze co mi się rzuciło w oczy to szablon. Jest on naprawdę bardzo ładny. Lubię opowiadania fantasy, a rozdziałów nie ma dużo, więc przeczytałam wszystkie. Co mogę powiedzieć? Na pewno to, że świetnie piszesz, nie znalazłam żadnych błędów i chętnie dowiem się więcej o Rachel. Bardzo intrygują mnie Dekretki. Wszystko, to jest takie tajemnicze.
OdpowiedzUsuńNa koniec chciałabym podziękować za komentarz u mnie i zapewnić, że jeszcze tu wpadnę.
Również ciekawi mnie co to za kobieta przyglądała się Rachel. Mam nadzieję, że niedługo nam o niej napiszesz. Rozdział jak zwykle świetny, tylko znalazłam jeden naprawdę nic nieznaczący błąd ;) Napisałaś: "Rodzice będą mieć kolejny pretekst to wrzasków..." Powinno być "do wrzasków". Ale to taki drobny szczególik.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam.
o ! Już poprawione, dzięki ;>
Usuń